sobota, 13 kwietnia 2019

Spring vibes

Uwielbiam tę porę roku - wiosnę. 
Nie za gorąco, nie za zimno, chociaż w aktualnym momencie chłodno na dworze, a grzejniki są ciepłe, jednak nie można zaprzeczyć, że zazwyczaj pogoda jest po prostu idealna. Nie słychać żadnego narzekania na upał lub mróz, nie trzeba zakładać na siebie tony ubrań, ma się ochotę po prostu żyć i jakoś posiada się tą motywacje do działania. To nie to co ta jesienna depresja.


Wiosna jest zdecydowanie moja ulubiona. 
Mam wrażenie, że wtedy najwięcej dzieje się w moim życiu. Bynajmniej obchodzę wtedy urodziny, ale nie tylko to decyduje o tym, że tak lubię ten okres. 
Jest to czas wielu inspiracji, motywów, w którym można się uruchomić i wyjść z zimowej zasłony.

Wiosną, co roku, mam swój festiwal taneczny w moim mieście, do którego razem z zespołem ciężko się przygotowujemy, zawsze staramy się coś zdobyć i tym razem też się to udało. Za dwa tygodnie jedziemy na inny i już nie mogę się doczekać.


Cieszące jest też to, że gdy rano wstaję, za oknem już jasno i utrzymuje się to do wieczoru, a nie do 16 po południu. Ciemność mnie jakoś przytłacza, a słońce daje kopa do działania! Oczywiście nie wyklucza to tego, iż uwielbiam ciepłe wieczory, wtulenie się w koc i łóżko oraz poczilowanie sobie przed komputerem, nawalanie w simsy, picie herbaty, kakaa albo obejrzenie jakiegoś filmu. No bo kto tego nie kocha? Po wyczerpującym dniu pełnym wrażeń, każdy potrzebuje takiego sposobu odpoczynku.


Ta pora roku kojarzy mi się z wszelkimi sportami, chociażby nawet takimi jak jazda na rolkach, rowerze itd. Kojarzy mi się z końcówką roku szkolnego i zbliżającymi się wakacjami, kwiatami i ożywającą przyrodą, na które tak lubię patrzeć. 
Jest naprawdę wiele powodów, dla których można kochać wiosnę. 


A Wy za co ją cenicie?

sobota, 9 lutego 2019

Nie czytam książek

Mimo że piszę bloga, wiersze, o dziwo prawie w ogóle nie czytam książek. Niby wydaje się to ze sobą powiązane - pisanie i czytanie. Coś musi zostać napisane, żeby mogło być przeczytane. "Ooo, ale ona ładnie pisze, pewnie czyta dużo książek", "trzeba czytać książki, żeby umieć się wysławiać, ładnie pisać i się wypowiadać, nie popełniać błędów".
No, nie...

Okazuje się, że tak nie jest. Nie czytam książek.
Uważam, że nie ma prawie to żadnego związku ze sobą. Więc takie gadanie jest niesłuszne.

Jednak czasem zainteresują mnie jakieś lektury, co jest też naprawdę rzadkością.
Absolutnie nie mam tu na myśli lektur szkolnych, hah. 


Takimi książkami są bynajmniej wydania Nory Roberts i polecam je każdemu fanatykowi dramatów! 
Oczywiście jest wiele innych książek, które też polubiłam, ale nie będę się o nich rozwijać. 


Jako dziecko wiele czytałam, w podskokach udawałam się w stronę biblioteki szkolnej, ale jakoś nigdy nie byłam dobra w pisaniu wypracowań i tego rodzaju rzeczy, moja ortografia też kulała, więc dlatego myślę, że twierdzenie typu "dużo czytasz - lepiej piszesz" jest błędne. Wnioskuję to na moim doświadczeniu, ale też innych osób. 
Nie wiem, co takiego się stało, iż nagle "wszystko umiałam". Nie jestem w tym perfekcjonistką, popełniam błędy cały czas, ale jednak mogę stwierdzić, że moja pisownia jest o wiele lepsza niż kilka lat temu (wypowiadać się natomiast nadal nie umiem, haha). Teraz jestem bardzo uczulona na jakiekolwiek potknięcia w ortografii czy w języku. Razi mnie to, mimo że jeszcze niedawno sama takie rzeczy robiłam. 


Zdecydowanie bardziej wolę filmy i często żałuję, że gdy czytam jakąś naprawdę interesującą książkę, nie istnieje ona w wersji kinowej.

A wy wolicie oglądać filmy czy czytać książki?

poniedziałek, 28 stycznia 2019

Jealousy


Moje ferie się już niestety skończyły. Teraz pozostaje mi czekać do kolejnej świątecznej przerwy i długiej majówki. Ale szczerze mówiąc i mimo że wychodząc dzisiaj rano z domu już zbierało mi się na płacz, to ten pierwszy dzień był bardzo miły i z drugiej strony brakowało mi tej szkoły. Nie mogę zaprzeczyć, że jej nie lubię, bo wiem, jak potem będzie mi tego wszystkiego brakować, choć nauki jest full, a humorków nauczycieli też mam czasem dość.


Nie będę się rozpisywać, jeśli chodzi właśnie o moje ferie. Rzadko wyjeżdżam, rzadko robię coś produktywniejszego, co by zaciekawiło więcej osób, ale mimo tego moje ferie były bardzo udane. Co bym mogła tutaj takiego napisać? Że mogłam w końcu się wyspać? hah. Trochę zaszalałam, spędziłam mnóstwo czasu z bliskimi i znajomymi, oddałam się temu, co mnie pasjonuje lub totalnie pochłania, gdy mam lenia i tzw. "chill day". Wszyscy to wszystko dobrze znają, no nie? 


Ale nie o tym dziś, wracam natomiast z kolejnym wierszem. Te zdjęcia jakoś chyba klimatycznie nie pasują do tego, o czym wcześniej mówiłam.


A co z nami?
Mamy tak biec latami?
Szukać ukojenia, wody,
Jesteśmy niczym martwe płody,
Bo cóż możemy zrobić?
Nie będziemy się przecież głodzić...
Ale patrząc na cudze szczęście,
Stajemy się zazdrośni,
Takie cuda możemy doznać tylko we śnie. 


Jak Wam przypadł do gustu?
Mieliście, macie ferie lub dopiero będziecie mieć? A może już skończyliście szkołę? 


Do następnego!

poniedziałek, 21 stycznia 2019

Aparat ortodontyczny

Dziś o czymś, o czym nie wspomniałam w ostatnim poście dotyczącym zeszłego roku. Totalnie wyleciało mi to z głowi i sama się dziwię. Jednak o co chodzi?

  Od prawie że już trzech miesięcy mam założony aparat ortodontyczny i chciałabym tutaj krótko co nieco o nim powiedzieć, ogólnie o mojej historii z zębami.

Już od małego moje ząbki niestety nie rosły jak powinny. "Krzywolągi". Strasznie się ich wstydziłam - kiedy mówiłam, śmiałam się. Starałam się ich nie pokazywać, dopiero niedawno nauczyłam się jakoś tak uśmiechać, mówić, śmiać, żeby nie wyglądało to jakoś najgorzej. 
Tutaj możecie zobaczyć, jak wyglądały. Zdjęcie jest z poprzedniego roku z kwietnia.


Marzyłam o aparacie. Chciałam mieć w końcu proste zęby, ale też aparat bardzo mi się podobał, kolorowe gumeczki itd. Według mnie wyglądało to uroczo.

Na początku, gdy miałam tak 10-11 lat , nosiłam tzw. aparat ruchomy, który mogłam zdejmować i najczęściej zakładałam go tylko na noc, ponieważ uniemożliwiał on mówienie, jedzenie i zwykłe nawet przełykanie śliny. To był koszmar.

Potem na kilka lat nie było nic, dopiero w zeszłym roku poszłam na pierwszą wizytę w sprawie aparatu stałego. Myślałam, że to kilka wizyt i będę miała od razu zakładany aparat, ale doszły do tego problemy ze zgryzem itd. które trzeba było rozwiązać przed założeniem ostatecznie aparatu stałego. To był jeszcze większy koszmar.
Przyklejono mi dość dziwny aparat do podniebienia i górnej szczęki. Do tego miałam jeszcze tzw. maskę, którą miałam nosić w domu i również na noc, miała ona mi cofnąć dolną szczękę (była za bardzo wysunięta). I tak, jak zapewne się domyślacie, olewałam noszenie tej maski. Przez ten aparat nie mogłam jeść, sepleniłam i na dodatek każdego wieczoru miałam go sobie podkręcać i rozszerzać. Efektem końcowym była ogromna szpara między jedynkami. Mogłam się tylko cieszyć, że to wszystko działo się w wakacje i skończyło na początku roku szkolnego.

W październiku w końcu nabyłam aparat, o który się tak ubiegałam.


Mam założony na górę i dół.
Może odpowiem na kilka tych najczęstszych zadawanych pytań osób, które też interesują się takim aparatem.
Czy boli samo zakładanie? - W ogóle, zakładanie nic nie boli. Natomiast potem zaczynają boleć zęby, stają się bardzo wrażliwe, no i z tym bólem trzeba się mierzyć przez jakiś tydzień, zero twardego jedzenia, papki, mycie zębów też jest niestety bolesne. Ból powraca po każdej wizycie u ortodonty i również trwa z tydzień, stopniowo ustępuje, ale długość to też kwestia indywidualna. Da się do tego przywyknąć i można nauczyć się jeść.

Czy na początku się sepleni? - Ja w ogóle. Sepleniłam tylko w tym wcześniejszym aparacie, ale to dlatego, że miałam go przyklejonego do podniebienia. Tutaj nic takiego nie ma. 

Jak to wygląda w kwestii jedzenia niektórych rzeczy i higieny? - Zawsze się mówi, że nie powinno się żuć gumy, jeść twardych, drobnych rzeczy, że trzeba myć zęby po każdym posiłku. Prawda jest taka, że większość osób i tak się tego nie stosuje. Sama żuję gumę i jem co chcę, myję zęby, tak jak myłam wcześnie, bo nie widzę potrzeby częstszego mycia, poza tym nie zawsze jest taka możliwość, żeby umyć te zęby w ciągu dnia. Nikt nie będzie brał ze sobą szczoteczki do szkoły. Czasem trzeba po prostu wypłukać zęby i tyle. Jednak co do tych twardych rzeczy radziłabym uważać.

Jakie są koszty? - Za łuk cena waha się w granicach 1500-2000 zł i raczej zależy od ortodonty, u którego chcecie założyć sobie taki aparat. Do tego dochodzą jeszcze koszty związane z wizytami. To nie byle jakie pieniądze, więc lepiej dobrze to przemyśleć. 
Założenie mojego aparatu kosztowało mnie podajże 3200 zł (góra i dół). Można tą sumę wpłacić od razu albo też rozłożyć sobie na raty, więc nie trzeba sobie zawracać głowy taką dużą sumą na raz. 


A wy mieliście/ macie aparat ortodontyczny lub się nad nim zastanawiacie? 

sobota, 5 stycznia 2019

Memories from 2018


W tym całym tłoku, pośpiechu, następstwach kolejnych wydarzeń z ostatnich dwóch miesięcy, ale także radości z już minionych świąt, sylwestra i nowego roku, jak mam w zwyczaju, zaniedbałam bloga.

Dzisiaj wracam, aby podsumować, wrócić do niektórych wspomnień z 2018 roku, o którym mogę powiedzieć, tyle, że chyba jak dotąd najlepszy w moim życiu.

Nie będę tu siać milionami zdjęć, bo będą one się tylko powtarzać z wcześniejszych wpisów albo z instagrama, sama nie mam ich też wiele, nie jestem osobą, która z jednego wydarzenia ma 1000 fotek w telefonie, co skutkuje potem brakiem pamięci. 

Może zacznijmy od tego, dlaczego sądzę ten zeszły rok za zdecydowanie udany? 
Może to zabrzmieć dość banalnie, ale wszystkie osoby, które też coś takiego spotkało, zrozumieją mnie. Jak mogłabym pominąć w tym poście osobę, która stała się w ciągu tak krótkiego czasu jedną z najważniejszych w życiu? A jest nią mój chłopak. Być może bez niego te ostatnie miesiące nie byłyby tak kolorowe. 


Otworzyłam się przede wszystkim bardziej na świat, poznałam wielu nowych ludzi, nabrałam doświadczenia i pewności siebie, której kiedyś mi brakowało, a to było zaledwie rok - półtora roku temu. Także dużo mu zawdzięczam. 

Według mnie szesnaste urodziny też są znacznym przełomem. W moim przypadku tak bynajmniej było. Ten etap dojrzewania, zmiany pod względem myślenia o niektórych rzeczach, samo zachowanie i charakter. Gdybym miała porównać siebie dzisiaj do siebie sprzed roku, myślę, że nie mogłabym uwierzyć w to, jak bardzo się zmieniłam i każda osoba, która zna mnie dość długo, też by powiedziała, że nie jestem tym samym człowiekiem.
Gdy wracam do starych zdjęć, to zawsze przywołują mi się też związane z nimi wspomnienia. Aż trudno zdać sobie sprawę z tego, jak z czasem wszystko potrafi się zmienić. Też tak macie?

Ale może powiem o ogólnych i tych ważniejszych faktach i zdarzeniach z 2018 roku.


Jak już dobrze wiecie - tańczę i nie jestem też na jakimś wielce dobrym poziomie, mimo że robię to już prawie dziesięć lat. Razem z moimi dziewczynami dajemy jednak z siebie wszystko i w tym roku, jak i w poprzednim, udało nam się coś wspólnymi siłami osiągnąć. Drugie miejsce w konkursie, w którym uczestniczą różne zespoły z Polski i to na pewno bardziej wybitne pod względem technicznym, jest czymś, o czym się nie zapomina.


Przede wszystkim skończyłam gimnazjum, odbył się komers, który będzie na pewno także niezapomniany, napisałam egzaminy bardzo dobrze i jako następną szkołę wybrałam liceum z kierunkiem politechnicznym z rozszerzoną matematyką, fizyką i informatyką, a z tych dwóch ostatnich przedmiotów jestem prawdziwą kałamagą hah. Choć prowadzę bloga, to nie mam żadnego pojęcia o komputerach itd. 
Oczywiście nowa klasa i ludzie, których bardzo dobrze przyjęłam i bardzo polubiłam.

Jednak wrócę może jeszcze do wakacji.
W tym roku nie miałam okazji być nigdzie za granicą, ale odwiedziłam razem z rodziną polskie morze, które uważam osobiście za przepiękne, a tak dawno już go nie widziałam, od kilku lat właściwie, więc ta wycieczka była dla mnie podwójną radością.


W te wakacje opiekowałam się również dziećmi na półkoloniach, było to bardzo ciekawe przeżycie i mogłam też bardziej właśnie się na nie otworzyć. Zawsze miałam problem z zajmowaniem się i dogadywaniem z nimi, ale bardzo miło spędziłam te dwa tygodnie pracy. Btw. to była moja pierwsza praca. 

Jeśli chodzi o to, jak spędziłam tegoroczne święta i sylwestra, to myślę, że też nie mam, co się rozpisywać. Był to bardzo udany czas, prezenty trafione, godziny spędzone z rodziną przy przeróżnych planszówkach i szalona noc sylwestrowa ze znajomymi. 


A Wy jak wspominacie ubiegły rok?

środa, 21 listopada 2018

Defeat


Bardzo mnie boli to, że chciałabym za każdym razem coś wstawić nowego na bloga, ale nie mam warunków, brakuje mi kreatywności i prawdopodobnie włączyła mi się jesienna chandra. Niektórzy mi mówią, że ja mam taki humor, codziennie, cały rok i nie jest spowodowany tym, jaka jest pora roku, może to prawdziwe, hah.

Dlatego tym razem ponownie wstawiam Wam nowy wiersz, który chyba idealnie odwzorowuje moją aktualna sytuację, choć można go interpretować do woli. Wstawiam Wam też muzykę, którą ubóstwiam, uwielbiam taki jej rodzaj, mogę się przy niej uspokoić, trochę zanurzyć w myślach, ale tych pozytywnych i ułożyć w głowie do tej muzyki zupełnie nowy układ taneczny.

Znalazłam również trzy zdjęcia z czerwca, których w ogóle tutaj nie pokazywałam, a żałuję. Mają taki letni klimat, były robione na skansenie w moim mieście i mimo że nie są idealne oraz bardzo do siebie podobne, bardzo je lubię. Zresztą teraz, o takiej porze, trudno będzie o jakiekolwiek fotki.


Bez szczęścia żyć się nie da,
A każdego przecież czeka meta.
Popełniamy więc błędy,
Spowalniamy i przyspieszamy czas.
Nikt nie zrezygnuje, nie powie "pas".

Nieustannie żyjemy w grzechu,
Brakuje nam tu trochę śmiechu,
Zabawy. A do Nieba którędy?
Niby szukamy tej ścieżki,
Lecz ciągle zawracamy, boimy się klęski.


Do następnego!

środa, 31 października 2018

Moje nowe ulubione produkty z Wibo i Lovely


Z ostatnich promocji w Rossmannie za bardzo nie skorzystałam, ale kupiłam jeden produkt już od dawna upatrzony przeze mnie. Jest to czekoladka, bronzer od Lovely. W rzeczywistości jest już sam w sobie dość tani, ale myślę że warto było poczekać i złapać go za jeszcze mniejsze pieniądze. I się nie zawiodłam! 


A pro po jest to mój pierwszy bronzer w życiu i cieszę się, że padł właśnie na ten. Nie jestem doświadczona , jeśli chodzi o konturowanie twarzy i plusem w tym bronzerze jest to, że nie ma kosmicznej pigmentacji. Wiadomo, słaba pigmenatcja jest do bani, ale w tym przypadku jest to ładnie wypośrodkowane i dzięki temu nie muszę się bać, że zostawię na twarzy jakieś niechlujne plamy. Daje naprawdę naturalny i lekki efekt. No i przepięknie pachnie!
Zobaczę teraz tylko, na ile wystarczy mi jedno pudełko przy codziennym zużyciu.

Kolejnym nowym lubianym przeze mnie produktem jest puder od Wibo, który już mam dłuższy czas.


Nie jest on moim najlepszym pudrem, którego używałam, ale naprawdę bardzo dobrze matuje i utrwala podkład. Jego minusem jest niestety to, że nagle nasza twarz może być cała bialutka i bez względu czy będziemy nabierać go w małej ilości, to raczej nie sprawdzi się on u osób z ciemniejszą karnacją, przy mojej to jeszcze przechodzi. W zasadzie dotyczy się to wszystkich pudrów ryżowych.


Testowaliście te produkty? Jak Wam się sprawdziły? 

Do następnego!