sobota, 8 czerwca 2019

Summer Inspirations 2019

Lato praktycznie już w pełni - upały, słońce, można już wskakiwać nawet w strój kąpielowy i spędzić czas nad jeziorkiem czy w ogródku z basenem. 
Sama w końcu doczekałam się wolnego, koniec z siedzeniem z głową w książkach, poprawianiem ocen i stresem, choć z powodu strajku typowe lekcje trwają do ostatniego dnia, ale bynajmniej nie muszę się teraz martwić o moją średnią.

Na dzisiaj przygotowałam wakacyjne inspiracje ze stylizacjami. Tym razem moją uwagę przykuły spódniczki, które są dla mnie hitem i chyba najlepiej sprawdzają się właśnie w takie upalne dni. Też patrząc na te wszystkie zdjęcia, nie mogę się doczekać, kiedy w końcu pojadę na zakupy, moja szafa aż woła a nowe ubrania, haha, tym bardziej, że nie mam właściwie prawie żadnych szortów i spódniczek. 

Co myślicie? 













Żródło - Pintrest


sobota, 25 maja 2019

17


Dwa dni temu skończyłam swoje siedemnaste urodziny, tydzień temu miałam małe przyjęcie urodzinowe wśród najbliższych znajomych, a teraz po prostu siedzę i piszę kolejny wpis.

Śmieszne jest to, że ludzie pytają się mnie, jak się czuję jako siedemnastolatka. Przecież nikt z nas nie odczuwa fizycznych zmian w dniu urodzin. Przecież tak naprawdę starzejemy się z każdą chwilą i tę każdą chwilę można by było jakoś uczcić, nie tylko w przypadku upłynięcia kolejnego roku. 


Oczywistym jest jednak to poczucie, uświadomienie sobie: "O, już kolejne 12 miesięcy za mną", no bo jednak na co dzień nie zwracamy uwagi na to, że z każdym momentem bliżej nam do śmierci. Ale nie wprowadzajmy smutnego klimatu.


Mój kot chyba nie lubi pozować


Nie chcę też pisać o tym, jak to strasznie, że ten czas za szybko mija, że tęsknię za wcześniejszymi latami albo, że chciałabym już być dorosła (choć w prawdzie za rok już będę), bo to nudne i zresztą chyba każdy ma mętlik w głowie w takich kwestiach. Uważam, iż dobrze jest tak, jak jest i cieszę się chwilą, wierząc w jeszcze lepszą przyszłość i przy tym nie marnować teraźniejszości, której kiedyś mogę żałować.




Dzień urodzin spędziłam dość neutralnie, typowo, prawie jakby był to normalny dzień, kiedy muszę iść do szkoły, wrócić do domu i brać się za naukę. Jednak taki dzień musi się czymś różnić od pozostałych, jesteśmy wtedy obsypywani życzeniami, prezentami. Ale też jakimś cudem tym razem tej nauki poszkolnej nie miałam w ogóle i udało mi się nawet wyjść z przyjaciółką na pizzę. Więc mogę stwierdzić, że naprawdę miło urodzinki spędziłam. 




A Wy które urodziny kończycie w tym roku? 


piątek, 17 maja 2019

Moja gąbeczka do makijażu

Dzisiaj trochę o mojej już przetestowanej gąbeczce do makijażu 


Moja gąbka jest z firmy Elite, którą można znaleźć w Rossmannie. To tak naprawdę jedna z tych tańszych gąbeczek, jeśli się nie mylę kosztuje ok. 11-12 zł, więc to są grosze w porównaniu do oryginalnej gąbeczki - Beauty Blendera, którego chyba w życiu bym nie zakupiła. Uważam, że można znaleźć naprawdę fajne jego zamienniki w przystępniejszych cenach.

Jeśli chodzi o mojego "zamiennika", to chciałabym głównie przedstawić jego wady i zalety.
Może zacznę od tej lepszej strony:
• Jest dość miękki i plastyczny, wpasowuje się do twarzy i szybko wraca do swojego kształtu
• Ładnie, równomiernie rozprowadza podkład/korektor, nie robi plam ani smug
• Ma dość zbitą budowę, nie jest porowaty
• Starcza na naprawdę długi okres, jeśli się o niego dba, myje przed i po makijażu, praktycznie się nie niszczy, nie rozrywa
• Niska cena, łatwo dostępny

Wady:
• Sączy bardzo szybko i dużo wody, przy czym naprawdę nie wiele zjada podkładu
• Po dłuższym użytkowaniu jest twardszy, robi trochę "piłkę" na twarzy (jednak jeśli chodzi o rozprowadzanie produktów nadal jest w tym całkiem dobry)

Do tego wszystkiego producent na opakowaniu mówi: "zawiera węgiel drzewny z bambusa, który posiada właściwości przeciwbakteryjne, zapobiega rozmnażaniu się bakterii, grzybów i pleśni w strukturze gąbki; produkt hipoalergiczny, nie zawiera lateksu; przeznaczony do każdego rodzaju cery, także do wrażliwej"


Tutaj różnica wielkości gąbek - świeżo zakupiona, jeszcze nie używana i już po ponad półrocznym użytkowaniu, namoczona


Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że produktu zjada naprawdę sporo, ponieważ na zewnątrz jest całkiem brudny od podkładu (mimo że zawsze staram się go myć) i nie da się tego domyć, ale o dziwo, po przecięciu gąbeczki, jest ona od wewnątrz naprawdę czysta. Myślę, że to zasługa tej dość zbitej struktury.


A wy już mieliście tą gąbeczkę w rękach? 

piątek, 10 maja 2019

Majówka w Zakopanym

Nigdy nie miałam okazji być w Tatrach, w Zakopanem, być w Polsce aż tak daleko, jednak w tą majówkę udało mi się odwiedzić te miejsca i spędziłam ją bardzo aktywnie chodząc po tych pięknych górach.


(polana w drodze do Morskiego Oka)

Tak więc byłam tam pierwszy raz, pojechałam z moimi rodzicami i siostrą.

Cztery dni to chyba za krótki czas by zobaczyć jak najwięcej. Udało nam się tylko przejść Dolinę Kościeliską, Chochołowską i dojść do Morskiego Oka. Zresztą, ci co obserwują mnie na Instagramie, już wcześniej i na bieżąco widzieli, gdzie byłam, co robiłam.
Zresztą mam nadzieję, że nie zakończy się to tylko na jednym wyjeździe, oczekuję już kolejnej okazji, bo przyznam, iż bardzo miło spędziłam tam czas, choć nogi po całym dniu chodzenia i wspinania się trochę bolały.



W zasadzie to w samym Zakopanem nie mieszkaliśmy, tylko w Kościelisku, dosłownie zaraz obok Zakopanego. Nic nie szkodzi, bo Zakopane i tak odwiedzić koniecznie musieliśmy, zwłaszcza znaną ulicę Krupówki - sklepy, stragany, pamiątki, knajpy.
Z naszego apartament mieliśmy piękny, centralny widok na Tatry i na Giewont.



Pogoda też nie była jakaś świetna i sprzyjająca, Jeden cały dzień padał deszcz i byliśmy zmuszeni chodzić w błocie i kapturach, dlatego z tej wycieczki nie mam żadnych zdjęć. Jedyne, które sobie zrobiłam to na granicy słowackiej, do której udało nam się dojść z mamą, chociaż kompletnie nieświadomie, hah.



(Morskie Oko)



(Smreczyński Staw w Dolinie Kościeliskiej)

No przyznam, zdjęć nie jest wiele, ale cud, że jakoś udało mi się zrobić takie, aby ludzie nie wchodzili mi w kadr, haha. W tę majówkę były ich tłumy.

A wy w jaki sposób ją spędziliście?

środa, 24 kwietnia 2019

Rossmann 2019 -55%

Kwietniowa coroczna przecena w Rossmannie to coś na co czeka wiele dziewczyn i kobiet, więc i także mnie nie mogła ominąć. Ja już swoje drobne zakupy makijażowe zrobiłam, ale podejrzewam, że i tak pewnie jeszcze do Rossmanna zajrzę.

Dla jeszcze niewtajemniczonych - promocja -55% z aplikacją obejmuje wszystkie kosmetyki do makijażu i trwa do 30 kwietnia włącznie.

Co ja upolowałam? 


No nie jest tego sporo, haha.
Sama nie wydaję dużo na kosmetyki i też nie posiadam ich nie wiadomo ile.
Dwa produkty - już sprawdzone i według mnie świetne, kolejna dwójka przechodzi dopiero test i postanowiłam ją kupić, ponieważ wiele się nasłuchałam dobrych opinii.

Zacznijmy od podkładu


Już przeze mnie przetestowany, który naprawdę cudownie się sprawdza. Sama gdzieś go wypatrzyłam wcześniej na półce, a wiem, że produkty z Bielendy są całkiem dobre, postanowiłam dać mu szanse, tym bardziej, że szukałam czegoś tańszego, a standardowa cena to 19.99 zł 
Uważam, że warto go sobie zakupić i sprawdzić, jak działa. Ma naprawdę fajne krycie, nie daje efektu ciastka i dobrze przypudrowany długo, nawet cały dzień, się trzyma. Właśnie takiego czegoś szukałam i ten podkład spełnia mi to niemalże w stu procentach. 

Czas na korektor, chyba wszystkim już dobrze znany 



Choć wygląda trochę jak jakaś zabawka, to jednak nią nie jest i sprawuje się całkiem nieźle. Go też już wcześniej miałam i o ile się nie mylę, pokazywałam też tu na blogu.
Milion pozytywnych opinii na jego temat i co mam tu powiedzieć? Dobre krycie, nie waży się. No może jedynym minusem jest mała wydajność, na krótko starcza, ale jest warty tych kilkunastu złotych, a już w ogóle na przecenie.

No i następny produkty od Lovely



Też dużo można usłyszeć o tych mini paletkach, jest ich wiele rodzajów i wiele kolorów, Ja akurat postawiłam na wersję Candy, z racji tego, że reszta moich paletek jest bardziej w stonowanych, klasycznych, brązowych odcieniach itp. Takiej mi brakowało, która ma trochę żywsze kolory. 

Z doświadczenia wiem, że paletki Lovely nie są warte w ogóle zakupu - zero pigmentacji, cienie też nie trzymają się na oku, opakowanie z takiego słabego plastiku, więc łatwo o zniszczenie, pędzelek równie niepraktyczny. Te dwie ostatnie cechy posiada ta paletka, ale jeśli chodzi o same cienie jest sztosem! Co prawda nie nakładałam ich jeszcze na oczy, ale przykładając lekko palec sporo produktu już się nabiera. Myślę, że choć dla tej cechy można poświęcić jej uwagę. 

Ostatnim produktem jest płynna pomadka od Maybelline 


... o której oczywiście też się sporo dobrego dowiedziałam zanim ją kupiłam. Standardowo kosztuje ona około 35 zł, więc wolałam poczekać na tą przecenę. Wybrałam kolorek o numerze 05, który wygląda trochę inaczej niż na zewnątrz, bardziej popada w brąz, ale mimo to ślicznie wygląda. No i muszę przyznać, że trwałość tej pomadki jest faktycznie rewelacyjna! Już to wczoraj przetestowałam, miałam ja na ustach około 8h i tylko lekko się zjadłą od wewnątrz, a na dodatek trudno mi to później było domyć. 

A wy już byłyście na promocji? 

sobota, 13 kwietnia 2019

Spring vibes

Uwielbiam tę porę roku - wiosnę. 
Nie za gorąco, nie za zimno, chociaż w aktualnym momencie chłodno na dworze, a grzejniki są ciepłe, jednak nie można zaprzeczyć, że zazwyczaj pogoda jest po prostu idealna. Nie słychać żadnego narzekania na upał lub mróz, nie trzeba zakładać na siebie tony ubrań, ma się ochotę po prostu żyć i jakoś posiada się tą motywacje do działania. To nie to co ta jesienna depresja.


Wiosna jest zdecydowanie moja ulubiona. 
Mam wrażenie, że wtedy najwięcej dzieje się w moim życiu. Bynajmniej obchodzę wtedy urodziny, ale nie tylko to decyduje o tym, że tak lubię ten okres. 
Jest to czas wielu inspiracji, motywów, w którym można się uruchomić i wyjść z zimowej zasłony.

Wiosną, co roku, mam swój festiwal taneczny w moim mieście, do którego razem z zespołem ciężko się przygotowujemy, zawsze staramy się coś zdobyć i tym razem też się to udało. Za dwa tygodnie jedziemy na inny i już nie mogę się doczekać.


Cieszące jest też to, że gdy rano wstaję, za oknem już jasno i utrzymuje się to do wieczoru, a nie do 16 po południu. Ciemność mnie jakoś przytłacza, a słońce daje kopa do działania! Oczywiście nie wyklucza to tego, iż uwielbiam ciepłe wieczory, wtulenie się w koc i łóżko oraz poczilowanie sobie przed komputerem, nawalanie w simsy, picie herbaty, kakaa albo obejrzenie jakiegoś filmu. No bo kto tego nie kocha? Po wyczerpującym dniu pełnym wrażeń, każdy potrzebuje takiego sposobu odpoczynku.


Ta pora roku kojarzy mi się z wszelkimi sportami, chociażby nawet takimi jak jazda na rolkach, rowerze itd. Kojarzy mi się z końcówką roku szkolnego i zbliżającymi się wakacjami, kwiatami i ożywającą przyrodą, na które tak lubię patrzeć. 
Jest naprawdę wiele powodów, dla których można kochać wiosnę. 


A Wy za co ją cenicie?

sobota, 9 lutego 2019

Nie czytam książek

Mimo że piszę bloga, wiersze, o dziwo prawie w ogóle nie czytam książek. Niby wydaje się to ze sobą powiązane - pisanie i czytanie. Coś musi zostać napisane, żeby mogło być przeczytane. "Ooo, ale ona ładnie pisze, pewnie czyta dużo książek", "trzeba czytać książki, żeby umieć się wysławiać, ładnie pisać i się wypowiadać, nie popełniać błędów".
No, nie...

Okazuje się, że tak nie jest. Nie czytam książek.
Uważam, że nie ma prawie to żadnego związku ze sobą. Więc takie gadanie jest niesłuszne.

Jednak czasem zainteresują mnie jakieś lektury, co jest też naprawdę rzadkością.
Absolutnie nie mam tu na myśli lektur szkolnych, hah. 


Takimi książkami są bynajmniej wydania Nory Roberts i polecam je każdemu fanatykowi dramatów! 
Oczywiście jest wiele innych książek, które też polubiłam, ale nie będę się o nich rozwijać. 


Jako dziecko wiele czytałam, w podskokach udawałam się w stronę biblioteki szkolnej, ale jakoś nigdy nie byłam dobra w pisaniu wypracowań i tego rodzaju rzeczy, moja ortografia też kulała, więc dlatego myślę, że twierdzenie typu "dużo czytasz - lepiej piszesz" jest błędne. Wnioskuję to na moim doświadczeniu, ale też innych osób. 
Nie wiem, co takiego się stało, iż nagle "wszystko umiałam". Nie jestem w tym perfekcjonistką, popełniam błędy cały czas, ale jednak mogę stwierdzić, że moja pisownia jest o wiele lepsza niż kilka lat temu (wypowiadać się natomiast nadal nie umiem, haha). Teraz jestem bardzo uczulona na jakiekolwiek potknięcia w ortografii czy w języku. Razi mnie to, mimo że jeszcze niedawno sama takie rzeczy robiłam. 


Zdecydowanie bardziej wolę filmy i często żałuję, że gdy czytam jakąś naprawdę interesującą książkę, nie istnieje ona w wersji kinowej.

A wy wolicie oglądać filmy czy czytać książki?