wtorek, 23 maja 2017

Piętnaście lat

Sama nie wiem, kiedy to zleciało.

Dokładnie w tym momencie, o tej minucie, godzinie, w tym dniu, roku kończę piętnaste urodziny. 
Czy już mogę nazwać się dorosłą? A może jednak jeszcze mi brakuje... Przecież osiemnastkę mam dopiero za trzy lata. 
Gdzieś w środku czuję się jeszcze dzieckiem i chciałabym wrócić do tych dziecięcych, beztroskich czasów, ale też chcę już ukończyć swoje nauczanie, studia i kierunek o jakim mi się marzyło, choć sama nie wiem jeszcze, na co się zdecyduję.
Chciałabym mieć własne mieszkanie, czy nawet dom, gdzieś w pobliżu dużego miasta jak Warszawa. Stworzyć rodzinę i mieć małą dziewczynkę i małego chłopca. 
Chyba nie powinnam o tym mówić, nie jestem na tyle dojrzała, a ja już myślę o takich rzeczach. Bynajmniej mam cel w życiu.

Mam się cieszyć, czy smucić? Czuć się dorosłą, czy dzieckiem? Nadal wykorzystywać wszystkie chwile, czy brać już na swoje barki odpowiedzialność swoją i innych?

Tak szczerze, to nigdy nie obchodziłam hucznie swoich urodzin. W podstawówce organizowałam marne przyjęcia urodzinowe dla kilku koleżanek, ale ja zamiast się dobrze bawić, płakałam, byłam niezadowolona i robiłam sobie byle jakie problemy. Od tamtego czasu już nigdy nie organizuję urodzin, bo boje się, że coś popsuję jak zwykle. Nawet dzisiejszy dzień urodzin nie był jakiś piękny, dużo nauki, dwójka z matmy. Szkoła psuje nam plany, a ja z powodu takich pierdów potrafię płakać.  
Nie da się być ciągle beczącym "bachorem", trzeba brnąć do przodu.

To smutne wiedząc, że za kilkadziesiąt lat już nas tutaj nie będzie, albo co gorzej, będziemy musieli przeżywać apokalipsę i patrzeć na śmierć naszych bliskich. 
Mówię o tym, że życie jest krótkie i nie mam pojęcia, kiedy te piętnaście lat zleciało, a jednocześnie czuję jakby to był bardzo długi okres i mam już dość stania na tej ziemi.

Czasem po prostu ma się ochotę zasnąć i nigdy się nie obudzić.