sobota, 13 maja 2017

Trzy dni w Krakowie

Te trzy dni były bardzo udane. 
Uwielbiam wycieczki, zwłaszcza te szkolne. Wtedy jesteśmy całym gronem, "integrujemy" się i wspólnie spędzamy czas, a wszystkie noce są nieprzespane i pełne śmiechu. Nigdy nie ma takiej okazji, by spotkać się wszyscy razem, a ta szczypta strachu, kiedy się nie wie, czy nauczyciele są w swoich pokojach czy nie i czy czasem nas nie przyłapią podczas nocnego wędrowania, daje całą magię wycieczkom i to, że chce się na nie jeździć :D
Zresztą nie o tym mowa w dzisiejszym poście. 
Chciałam przedstawić Wam krótką relację z mojego pobytu w Krakowie i jego okolicach. Byłam tam, jak już wspomniałam, ze szkołą trzy dni (8, 9, 10 maj). Zawsze marzyło mi się znaleźć w tym mieście, bo jest po prostu piękne, więc tym razem spełniłam swoje kolejne małe marzenie. I też na początku bardzo chciałam podziękować za te pierwsze 30 obserwujących na moim blogu. Jest mi bardzo miło, że ktoś zamierza zostać tu na dłużej i dalej śledzić moje wpisy.
Przejdźmy do sedna. 
Pobudka w pierwszy dzień była dość ciężka, bo musiałam wstać aż przed czwartą rano, ponieważ o piątej już wyjeżdżaliśmy spod szkoły. Z mojej miejscowości do Krakowa jest dość dużo jazdy, bo aż siedem godzin spędziliśmy w autobusie. Ale najpierw znaleźliśmy się w Wieliczce, gdzie znajduje się Kopalnia Soli. Tak w sumie to nie zawsze zwiedzanie mnie interesuje, ale tym razem byłam zafascynowana tym, jak głęboko kopalnia się znajduje, bo aż 100 metrów pod ziemią. Zdziwiona również byłam łączną długością tych wszystkich korytarzy, które wynosiły razem około 300 km, a my przeszliśmy tylko 1%. W zasadzie to w tym dniu już więcej nie zwiedzaliśmy i tylko zakwaterowaliśmy się w hotelu, którym też byłam dość zdziwiona, ale bardzo zadowolona, bo miał on trzy gwiazdki, a jedzenie było bardzo pyszne, heh, co nieczęsto zdarza się na wycieczkach.




W drugi dzień zwiedzaliśmy już sam Kraków, czyli Wawel i starówkę. Cieszę się, że mogłam na własne oczy zobaczyć Kościół Mariacki i usłyszeć hejnał. Niestety pogoda niezbyt dopisywała, chociaż nie padał deszcz, ale brakowało zdecydowanie słońca i było trochę zimno. 




Chyba każdy wie, jaka to rzeka :') 







No i Dzwon Zygmunta! 
Podobno jak się dotknie lewą ręką jego serca, to w ciągu jednego roku powinno się spełnić marzenie. Zobaczymy, czy moje się spełni.


W zasadzie to nie mam za bardzo co opowiadać o tym dniu, bo w sumie to i tak niezbyt słuchałam przewodnika, a nawet jeśli miałabym Wam to wszystko opowiadać, to zanudzilibyście się na śmierć.
Zresztą sama tego nie lubię. Ale dostaliśmy dwie godziny czasu wolne w Galerii Krakowskiej, więc można było się nawet wyszaleć, ale nie zabrałam tyle pieniędzy, eh. Mam chociaż nowe szorty.



Foty z hotelu, bo czemu nie?



No i Park Ojcowski. Kiedyś już w nim byłam, więc Maczuga Herkulesa nie była dla mnie żadną nowością. Jak zauważyliście mam dość mało zdjęć, a raczej większość z tej wycieczki to są selfie z koleżankami, ale nie chcę ich tutaj publikować.
Macie chociaż z Madzią prosto z autobusu


Uważam, że Kraków to przepiękne miasto i chętnie w przyszłości do niego wrócę. Trzy dni to jednak trochę mało by je w całości zwiedzić. Tyle rzeczy przecież pominęliśmy. Gdyby chociaż była ładna pogoda... Ale na pewno zapamiętam ten wyjazd na długo.

A Wy byliście kiedyś w Krakowie, a może tam mieszkacie? Co najbardziej Wam się podoba?