sobota, 8 kwietnia 2017

Nie wiem

Nie wiem o czym mam w zasadzie napisać.
Siedzę tak codziennie i myślę, co by zainteresowało, zaciekawiło, ale poddaję się, uznaję, że jakiś czas bez pisania to przecież nie tragedia i odkładam przemyślenia na później. 
Może nowi ulubieńcy, może znów jakaś pogadanka o kosmetykach, może kolejny outfit. 
Wszystko zawsze kończy się tym - po prostu siadam i piszę, co mi przyjdzie na myśl, co mi w głowie siedzi i na sercu leży. I szczerze powiem, takie posty najbardziej lubię pisać, nie są one na siłę, naciągane, gdzie muszę znaleźć coś, co naprawdę zainteresuje czytelnika i ja muszę się dodatkowo męczyć robiąc miliony zdjęć, a wstawiając na bloga tylko kilka. Nie jest to też tak, że nie lubię tego robić, bo inaczej by mnie tu w ogóle nie było, blog by nie istniał, nikt mnie do tego nie zmusza. Ja sama chcę w jakiś sposób się kreować. Uwielbiam robić fotki i je tu wstawiać, czy na Instagrama. Lubię się dzielić swoja pasją, choć właśnie czasem jest tak, że nie mam ochoty. 

Mimo wszystko jestem szczęśliwa mimo to, że prowadzę dość zwyczajne życie. Moim zdaniem do szczęścia wiele nie potrzeba. Wystarczy tylko znaleźć to wszystko w sobie, dostrzec to, co się ma. 

Ostatnio dość dużo przesiaduję w domu oglądając moje ulubione i jedyne, które oglądam, anime. Może jest to zaskakujące, co jest takiego magicznego w zwykłej japońskiej bajce, że aż potrafię na niej płakać ze wzruszenia, a potem przy kolejnym odcinku się śmiać i być radosną? 
Zawsze uważałam osoby otaku i magowiczów za dziwne. Postacie w tych wszystkich kreskówkach są narysowane od czarnych kontur, a oczy mają wielkie jak mucha, hah. Jak można mieć obsesję na punkcie takiego czegoś? Chyba nadal w pewnej części tak myślę. Odrażają mnie te wszystkie kolory tęczy. Aczkolwiek nic do takich osób nie mam, zresztą sama już coś zaczęłam oglądać. Od września obejrzałam chyba z 600 odcinków po 20 minut. To duża suma czasu, więc anime, które zaczęłam oglądać musi mieć to coś i ja już wiem czym to jest. Uczy odwagi, nie poddawania się, mówi o pięknych wartościach w życiu - przyjaciołach. Gdyby nie moja przyjaciółka nigdy bym się nie wzięła za "Naruto". Na początku śmiałam się z tej bajki, bo wygląda po prostu jak jakaś kreskówka dla dzieci, ale jednak....

Wczoraj wieczorem padła mi po prostu myśl na to by ściąć włosy, a ja jako osoba, która nie lubi chodzić do fryzjera, wzięła sama nożyczki i ścięła 10 cm. Zawsze chciałam mieć długie, piękne gęste włosy i wierzę, że uda mi się takie zapuścić, ale jednak wczoraj coś mnie korciło, żeby po prostu ściąć. Więc teraz moje włosy sięgają za ramię, wcześniej były prawie pod biust.

Aktualnie siedzę, za oknem pochmurno i wiem, że mam masę sprzątania w domu, ale cały czas wypełnia mnie radość, wyjdę dziś z osobami, które kocham i spędzę miło czas. Zresztą teraz mam dwa tygodnie wolnego: rekolekcje, święta, egzaminy klas trzecich. Później będzie jeszcze majówka i wyjazd do Krakowa. Nauki już bardzo mało zostało. W czerwcu już praktycznie będzie luz, jadę do Londynu no i... upragnione, gorące wakacje. 

Zakochałam się też w muzyce filmowej, jest w niej jakaś magia. Tańczę, kocham to robić. Czuję, że robię coraz więcej postępów z czego się ogromnie cieszę, choć szczerze przyznam że do tańca nie mam szczególnie wielkiego talentu i muszę dwa razy więcej harować niż inni. 






Miłego weekendu!